Kościół p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Żernikach Wr.

Homilia na Wielkanoc – 2014,2
ZMARTWYCHWSTAŁ!


Była chwila, w której okrzyk: Zmartwychwstał! rozbrzmiał pierwszy raz na świecie. Kobietom, które w wielkanocny poranek udały się do grobu, anioł powiedział:
„ Nie bójcie się! Szukacie Jezusa zmartwychwstałego? Nie ma Go tu, zmartwychwstał”!
Nietrudno sobie wyobrazić, co stało się po tych słowach. Kobiety pobiegły co sił w nogach ze wzgórza, podkasawszy suknie, żeby się nie przewrócić. Wpadły zdyszane do Wieczernika i zanim zaczęły mówić, każdy z obecnych zrozumiał, patrząc na ich twarze i oczy, że stało się coś niezwykłego. Jedna przez drugą zaczęły wołać: „ Nauczyciel, Mistrz, Jezus! Jezus!” – „Co Jezus?” – „ Zmartwychwstał, żyje! Grób, grób!” – „ Co z grobem?” – „Jest pusty!” – Jedna przez drugą...
Ciarki przeszły wszystkich, poczucie czegoś nadprzyrodzonego napełniło salę i serca obecnych. Wieść o zmartwychwstaniu zaczęła w ten sposób swoją wędrówkę przez historię i nikt jej nie będzie w stanie zatrzymać do końca świata.
Ta wieść dotarła teraz – kolejny raz, jeszcze raz – do nas. Oto wiadomości z dzisiejszego ranka już wieczorem będą przestarzałe i jutro pojawią się nowe, które wyprą dzisiejsze. Jednak z wiadomością o zmartwychwstaniu jest inaczej. Minęło już 2 000 lat, a ona nadal rozbrzmiewa i wciąż jest świeża i nowa: „ Jezus Chrystus ukrzyżowany powstał z martwych!”
Ale czy Jezus rzeczywiście zmartwychwstał? Jakie mamy gwarancje, że chodzi o wydarzenie, które miało miejsce, a nie zaś wymysł lub sugestię?
Św. Paweł pisząc 25 lat po tym wydarzeniu( które miało miejsce ), wymienia wszystkie osoby, które widziały Jezusa po Jego zmartwychwstaniu, z których większość jeszcze żyła. Najpierw ukazał się Piotrowi, potem wszystkim apostołom, wreszcie pięciuset braciom jednocześnie. „ W końcu, już po wszystkich – kończy apostoł – ukazał się także mnie”(1 Kor 15,8).
Mówi więc o tym wydarzeniu naoczny świadek. O jakim innym zdarzeniu, fakcie historycznym, czy o kimś ze starożytności, mamy tak mocne świadectwa, jak o tym?
O prawdziwości faktu zmartwychwstania może nas przekonać także ogólne spostrzeżenie. W chwili śmierci Jezusa uczniowie rozproszyli się; wszystko wydawało się skończone: „ A myśmy się spodziewali, że On...” – myśleli uczniowie idący do Emaus. Najwidoczniej nie spodziewali się już niczego.
Ale oto widzimy nagle tych samych ludzi głoszących jednomyślnie, że Jezus żyje, gotowych na procesy, prześladowania i na koniec jeden po drugim na męczeństwo i śmierć.
Co prawiło tak całkowitą zmianę, jeśli nie pewność, że On rzeczywiście zmartwychwstał? Nie mogli się mylić, ponieważ z Nim jedli i rozmawiali po zmartwychwstaniu. Z drugiej strony byli ludźmi praktycznymi, którzy uczuciom nie ulegali zbyt szybko. Na początku przecież sami wątpili i długo nie chcieli uwierzyć. Nie mieli też najmniejszego zamiaru oszukiwać innych, bo gdyby Jezus nie zmartwychwstał, to pierwszymi, którzy zostali zdradzeni i stracili ( także życie !), byliby właśnie oni. Bez zmartwychwstania narodziny chrześcijaństwa i Kościoła są tajemnicą jeszcze trudniejszą do wyjaśnienia niż samo zmartwychwstanie..
To są argumenty historyczne, obiektywne, lecz najmocniejszym dowodem, że Chrystus zmartwychwstał, jest to ŻE ŻYJE!
Jest żywy nie dlatego, że my utrzymujemy Go przy życiu, pamiętając i mówiąc o Nim, ale dlatego, że to On nas utrzymuje przy życiu, przekazuje nam poczucie swojej obecności, napełnia nas nadzieją.
Ci, którzy nie wierzą w fakt zmartwychwstania, zawsze wysuwali hipotezę, że mamy do czynienia z fenomenem autosugestii, że apostołowie tylko wierzyli, że widzą Jezusa. To jednak, gdyby było prawdą, stanowiłoby koniec końców cud nie mniejszy od tego, którego nie chce się uznać. Zakłada bowiem, że różne osoby w odmiennych okolicznościach i różnych miejscach, miałyby to samo przewidzenie. Urojone wizje ma zwykle ten, kto ich oczekuje i usilnie ich pragnie, lecz apostołowie po tym, co wydarzyło się w Wielki Piątek, nie spodziewali się już niczego.
Odstawmy jednak na bok fakt zmartwychwstania i pomówmy o jego znaczeniu, o tym, co św. Paweł nazywa mocą zmartwychwstania.
Zmartwychwstanie Chrystusa jest dla świata duchowego tym, czym dla świata fizycznego – według jednej ze współczesnych teorii – był początkowy big bang, czyli potężna eksplozja, która spowodowała, że Kosmos, mimo upływu milionów lat, trwa w ciągłej ekspansji na zewnątrz.
Odbierz Kościołowi wiarę w zmartwychwstanie, a wszystko zatrzyma się i zgaśnie, jak wtedy, gdy w domu zabraknie prądu. Św. Paweł pisze: „ Jeśli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem i w sercu uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie” (Rz 10,9 ).
Wszyscy wierzą ( uznają fakt ) że Jezus umarł, także poganie i agnostycy. Ale tylko chrześcijanie wierzą, że również zmartwychwstał i nie można być chrześcijaninem, jeśli się w to nie wierzy. Bóg wskrzeszając Jezusa z martwych, jakby potwierdził całą działalność Chrystusa, jakby wycisnął swoją pieczęć: „ Bóg uwierzytelnił Go wobec wszystkich przez wskrzeszenie Jezusa z martwych” ( Dz 17,31).
Czy sama śmierć krzyżowa nie wystarczyłaby, żeby zaświadczyć, iż Jezus jest rzeczywiście Mesjaszem, Bożym posłańcem ? – Nie, nie wystarczyłaby! Wielu jest bowiem męczenników spraw błędnych a nawet niegodziwych. Pomyślmy tylko o terrorystach arabskich, przeprowadzających samobójcze ataki, w których giną dziesiątki niewinnych ludzi. Ich śmierć pokazuje, że wierzyli w swoją sprawę, a ona nie była słuszna.
Śmierć Chrystusa zaświadcza o Jego miłości, o Jego miłosierdziu ( ponieważ „ nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” ), ale wyłącznie zmartwychwstanie świadczy o autentyczności Jego sprawy.
Św. Serafin z Sarowa, mnich żyjący w Rosji w XIX wieku, wychodził naprzeciw osób, które przychodziły go odwiedzić, by zwierzyć się ze swoich problemów i pozdrawiał ich z entuzjazmem: RADOŚCI MOJA, Chrystus zmartwychwstał!” Z taką autentycznością, że słowa te sprawiały, że znikały z serca wszystkie troski, odradzała się nadzieja. Uczyńmy naszym pozdrowieniem. Dziś zwłaszcza i powiedzmy sobie ustami i oczami: Radości moja, Chrystus zmartwychwstał!


Kazanie na Wielkanoc – 2014 Wielkanocne spotkania
Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego jest dniem różnych spotkań. Z okazji Świąt Wielkanocnych spotykają się przyjaciele, krewni, znajomi. Spotkania mają miejsce w kościele, w domu przy świątecznym stole, w szpitalu, w sali koncertowej, na spacerze. Pewna formą spotkania jest także pisanie listów i świątecznych życzeń. Dla człowieka wierzącego ważniejsze od spotkań z ludźmi jest spotkanie ze Zmartwychwstałym Panem. W okresie Świąt Wielkanocnych to spotkanie staje się szczególnie wyraźne.
Współczesne spotkania ze Zwycięzcą śmierci są nawiązaniem do wielkanocnych spotkań Zmartwychwstałego Chrystusa z Jego uczniami. Ewangelie mówią o spotkaniu Pana z apostołami w Wieczerniku, o spotkaniu w drodze do Emaus, o spotkaniu z Marią Magdaleną i o spotkaniu nad Jeziorem Genezaret. Każde ze wspomnianych spotkań wprowadza w życie ich uczestników radość i pokój. Każde z nich łączy się z jakimś zadaniem do wypełnienia. Wszystkie te spotkania prowadzą do dawania świadectwa o tym, że ukrzyżowany Mistrz z Nazaretu żyje.
Z Żywym Chrystusem spotyka się wierzący człowiek na modlitwie osobistej i w liturgii Kościoła. Wypełniając nakaz prawa Kościoła, katolicy przystępują do sakramentu pokuty i pojednania, spotykają się z przebaczającym Zbawicielem, by móc się z Nim spotkać przy Uczcie Eucharystycznej. To przyjacielskie spotkanie kształtuje wyznawców Chrystusa, przynosi radość i pokój, prowadzi do apostolskiej postawy wobec innych. Pragnienia serca związane z tym spotkaniem wyrażają słowa piosenki religijnej: „Jezus jest mym Przyjacielem, Jezus Obrońcą mym, Jezus jest mym Zbawicielem, zawsze chcę przebywać z Nim”.
Uczniowie Chrystusa Pana chętnie i często z Nim przebywają. Dla nich każda niedziela jest małą Wielkanocą, każde pełne uczestnictwo w niedzielnej Mszy św. jest wielkanocnym spotkaniem ze Zbawicielem, każdy udział w niedzielnej Ofierze Chrystusa i Kościoła jest spotkaniem z Jedynym i Najwyższym Kapłanem Nowego Przymierza.
Zdarza się, że niektórzy wierzący z lenistwa czy wygodnictwa zaniedbują spotkania ze swoim Panem i Zbawicielem. Według danych statystycznych w różnych częściach naszego kraju ilość uczęszczających na niedzielną Mszę św. jest stosunkowo mała. Także w naszej części.
Z pewnością jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest słaba wiara i nieznajomość roli Mszy św. dla życia religijnego człowieka wierzącego oraz słabość woli. Ktoś powiedział czy napisał, że „Msza św. wcale nie rozpoczyna się w momencie, kiedy do ołtarza wychodzi ksiądz. Ona zaczyna się dużo wcześniej. Już wtedy, kiedy w domu zakładasz się ubranie, później pokonujesz jakiś odcinek drogi – pieszo, autobusem, samochodem, rowerem. Kiedy zmagasz się z jesienną pluchą, wiatrem i mrozem, ulewnym deszczem, odległością i pokusą, aby zostać w ciepłym domu. Msza św. to ofiara. Także twoja ofiara. Trud wędrówki do świątyni i związane z tym zmęczenie to już jej cząstka”. Wiele w tym spostrzeżeniu mądrości Świadomość, że Msza św. jest największym skarbem kościoła, wiara w żywą obecność Chrystusa we Mszy św. i wola spotkania z Chrystusem Panem sprawiają, że wierni zdolni są do wielu poświęceń, by regularnie w każdą niedzielę uczestniczyć w Eucharystii.
Z listów z krajów misyjnych dowiadujemy się, że zdarzają się przypadki, iż wierni przebywają kilkugodzinną drogę, aby przyjść do kościoła czy kaplicy na Mszę św. W naszych miastach można czasem spotkać na Mszy św. niedzielnej wiernych, którzy przybywają na nią zmęczeni po koniecznej pracy w niedzielę.
Święta Wielkanocne budują Kościół, umacniają Go gromadząc przy Chrystusie. Po tych świętach powinna pozostać w nas większa troska o głębokie przeżywanie niedzielnej Eucharystii i umiłowanie Dnia Pańskiego. Przeżywanie Świąt Wielkanocnych powinno ożywić życie eucharystyczne w naszych parafiach, dowartościować niedzielną Mszę św. oraz odrodzić nasze życie religijno-moralne.


Kazanie na Wielki Czwartek, 2014
Miłość jest najważniejsza

„ Chrześcijaństwo jest dziwną religią, bo gdyby usunąć z niej Boga i wiarę w Niego, to i tak zostałby człowiek i miłość do niego” ( bohater „ Cienie”, J. Riabin ).
W tym nieco paradoksalnym zdaniu jest ukryta moralna prawda, że istotnie miłość bliźniego zajmuje w chrześcijaństwie centralne miejsce obok miłości Boga, co w sposób wyraźny podkreśla Jezus przytaczając dwa przykazania miłości ( Mt 22, 37-39 ).
Do miłowania bliźniego przynagla nas św. Jan w I Liście ( 3, 16-18 ):
„ Przez to poznaliśmy miłość Boga, żę oddał za nas życie swoje i my winniśmy życie oddać za braci. Kto by miał majętność tego świata, a widziałby brata swego w potrzebie i zamknął przed nim serce swoje – jakże może w nim przebywać miłość Boża? Synaczkowie moi! Nie miłujmy słowem ani językiem, ale czynem i prawdą”.
Wy, chrześcijanie, mówicie o miłości, ale wy jej nie macie – słyszymy zarzut. Przyznajecie się do przykazania miłości danego wam przez Mistrza, ale według niego nie postępujecie. To, co mogłoby charakteryzować wypełnianie przez was chrześcijańskiego przykazania miłości: wspólnota, poświęcenie, ofiara – znajduje się gdzie indziej, tam, gdzie na chrześcijaństwo się nie powołują, a nie wśród was. U was miłość jest czczym słowem. Co gorsze – wy jesteście obłudnikami, bo w rzeczywistości jesteście zawistni, twardzi i niemiłosierni.
Tak mówią nasi przeciwnicy dodając jeszcze, że to, co w rzeczywistości zostało wśród nas z miłości, to czczy sentymentalizm obezwładniający człowieka, pozbawiający go charakteru, a przede wszystkim zdolności do czynu.
I niestety często mówią prawdę, bo nasza miłość niejednokrotnie bywa karykaturą prawdziwej Chrystusowej miłości i ludzie sądząc, że mają przed sobą właściwą miłość chrześcijańską, wyrabiają sobie o niej błędny pogląd. Taka sytuacja zmusza nas do zastanowienia się nad istotą miłości.
Punktem wyjścia jest wielka rzeczywistość: Chrystus życie swoje oddał za nas! W tym tkwi istota miłości. Oto Bóg jest miłością. To oznacza, że Jego naturę tworzy miłość do wszystkiego, co stworzył i co istnieje, a przede wszystkim – do człowieka: „ Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”( J 3,16 ) . Ten Syn życie swe oddał za nas.
Więc nie słowo, nie uczucie, lecz czyn, czyn ostatniego aktu życia o niej świadczy. Jezus żył miłością, był miłością. Jego dobrowolna śmierć na krzyżu jest sumą Jego życia, jest wykładem tego, co znaczy miłość.
On życie swe oddał za nas. Co to znaczy? – Nie za jakąś ideę, nie za jakąś grupę szlachetnych ludzi, ale za nas, tak jak jesteśmy, za zwyczajnych, przeciętnych ludzi z ich słabościami i grzechami, z ich niedoskonałością i małością. Nie to spowodowało Jego ofiarę śmierci, co nas czyni godnymi miłości. On zwraca się do ubogich, do małych, do grzeszników, za nich oddał swe życie.
Co znaczą słowa „ za nas” zrozumie dopiero ten, kto powie: „ On oddał swe życie za mnie. Ponieważ mnie umiłował, ponieważ widział nędzę mego oddalenia od Boga, ponieważ chciał mnie ratować z mego zagubienia, dlatego oddał swe życie. Na krzyżu. To jest probierz, według którego jedynie może być brana miara miłości chrześcijańskiej.
Jezus nie pozostaje ze swoją miłością w jakiejś samotności. Ale żąda takiej miłości od wszystkich, którzy do Niego chcą należeć: „ Przykazanie nowe daję wam, byście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem, byście się i wy wzajemnie miłowali. Po tym poznają wszyscy, żeście uczniami moimi” ( J 13,34 ) .
I my winniśmy życie składać w ofierze, winniśmy szczerze i ofiarnie służyć naszym bliźnim ( Jezus na kolanach przed uczniami jako sługa ). Jezus posyła nas do innych ludzi, z którymi codziennie się spotykamy, którzy codziennie nas otaczają w domu, w miejscu pracy, na ulicy, w kościele. Posyła ich dając im na drogę przykazanie społecznej miłości. To są nasi bracia i siostry. Im jesteśmy potrzebni, by mogli nam służyć. Lecz Jezus także każdego z nas wzywa jednocześnie mówiąc” I ty miłuj innych, i ty im służ! Nie tylko oni winni nieść ci pomoc, ale ty im winieneś pomagać, choćby nawet cię skrzywdzili.
Osamotnione jest wielkie przykazanie miłości w świecie współczesnym, w którym panuje samolubstwo i egoizm. Problem miłości zrodził się pod krzyżem Chrystusa. Miłość to nie sentymentalizm, słabość i małość. Przeciwnie, miłość to czyn, wielki i trudny. Nic dziwnego, że ludzkość próbuje na wiele sposobów omijać to wielkie przykazanie, bo wydaję się za ciężkie, ponieważ ludzie czuję się słabi, by je wziąć na swoje barki.
I po ludzku sądząc mają słuszność, bo bez Jezusowej pomocy bylibyśmy niezdolni do takiej miłości. Ale Zbawiciel dając nam przykazanie, dał nam możliwość jego wykonywania w oparciu o zdroje łask, jakie na co dzień zsyła.
Jeśli zrozumieliśmy, czym jest miłość, to nasuwa się pytanie: Jak dokonuje się taka miłość? Jak ją realizować w codziennym życiu? Miłość nie może być oderwana od życia.
Duch Święty natchnął św. Jana, by w swoim liście napisał: „ Jeśliby ktoś mówił: Miłuję Boga, a brata swego nienawidził, jat kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga , którego nie widzi” ( 1J 4,20 ) .
Miłość chrześcijańska jest poddawana próbie w życiu każdego z nas. Niech nam Bóg dopomaga, byśmy w niej trwali. Niech nam Bóg raczy dać swą miłość, byśmy mogli miłować. Nie kochajmy słowami ani językiem, ale uczynkami i prawdą.
Sługa Boży Ks. Aleksander Zienkiewicz „ Wujek”, słynny duszpasterz akademicki, u schyłku swego życia stwierdził: „ W moich kazaniach, homiliach, poruszałem wiele bardzo ważnych tematów – tak mi się wydawało – teraz mogę powiedzieć, że najważniejsza jest miłość” ( parafrazuję ). Książka pt. „ Miłości trzeba się uczyć” to jego testament „ Wujka”, zwłaszcza dla młodzieży, ale nie tylko.


Niedziela palmowa 13.04.2014r.




Wizytacja kanoniczna J.E. ks. Abp. Józefa Kupnego 17.03.2014r.




Projekt nowego kościołaKażdego kto chce wspomóc zbiórkę pieniędzy na budowę kościoła zachęcamy do wpłat na konto parafialne:

Bank Spółdzielczy w Św. Katarzynie
nr 3095 8410 9220 1010 0467 47 0001






Lokalny dostawca internetu:

www.pwpunkt.pl